Sprawdź, czy Ty też w ten sposób usypiasz swoich czytelników

admin / 1 kwietnia, 2020
Chcesz zanudzić swojego czytelnika? Nic prostszego. Wystarczy, że w zakładce O mnie zaczniesz swoją opowieść słowami “Moja przygoda z gotowaniem (pisaniem, windsurfingiem, fitnessem itp.) zaczęła się (…)”. Wielu z nas używa tego wyrażenie równie często, co kandydatki na miss świata formułki Będę walczyć o pokój na świecie”. A tymczasem warto być nieufnym wobec tych zwrotów, które słyszymy i czytamy tak często, że zdają się pasować zawsze i wszędzie.   

Wchodzimy na stronę poświęconą fotografii, gotowaniu czy marketingowi. Z ciekawością otwieramy zakładkę O mnie, a tam już czeka ona – przygoda. Moja przygoda z gotowaniem, moja przygoda z fotografią, moja przygoda z marketingiem zaczęła się… Mamy wrażenie, że wszyscy autorzy tych zdań korzystają z jednego szablonu pisania o sobie i robią to automatycznie, bez namysłu.

Przygoda, czyli tak naprawdę co?

Słowo przygoda ma kilka znaczeń. Pierwsze z nich odnosi się do wydarzenia, które jest niespodziewane, niecodzienne, niezwykłe dla biorącej w nim udział osoby. Tak rozumiana przygoda jest udziałem Bolka i Lolka, wojaka Szwejka czy Indiany Jonesa i części blogerów piszących np. o swoich podróżach.

Przygoda to także – jak czytamy w  Słownik Języka Polskiego PWN – „zespół przeżyć i doświadczeń związanych z jakimś okresem w życiu”. I właśnie w tym znaczeniu występuje przygoda w większości tekstów publikowanych w zakładce O mnie. Rzecz w tym, że za każdym razem, gdy czytamy te słowa, czekamy – świadomie lub nie – na  punkt zwrotny w opowieści o pracy lub pasji (albo pracy będącej pasją) autora strony. Na przykład: ktoś kupił pierwszy motocykl i zakochał się w szybkiej jeździe. Ktoś inny zaczął się malować i nagle poczuł się pewnie. A co zamiast tego czytamy?

Przepis na to, jak zawieść oczekiwania czytelnika

Jedna z blogerek kulinarnych przedstawia się i tłumaczy: “(…) moją przygodę z gotowaniem zaczęłam, kiedy wyprowadziłam się z rodzinnego domu i zamieszkałam z mężem”. I co było dalej? – pytamy zaintrygowani. Czekamy na soczystą opowieść o kulinarnych doświadczeniach: niekoniecznie o odciętym kciuku podanym w sałatce teściom, ale o czymś, co mieści się w kategorii ciekawych doświadczeń. A tu klops: dowiadujemy się, że blogerka po prostu lubi gotować i dzielić się z czytelnikami przepisami. Wszytsko pieknie, tylko… gdzie ta przygoda? Zamiast wiele obiecującego dania, dostajemy przaśnego schabowego. I to bez mięsa.

Gdy nie chodzi o seks, a powinno

Trzecie znaczenie słowa przygoda to przelotny romans. Nie znam nikogo, kto po słowach „Moja przygoda z Patrykiem, Joanną, Moniką… zaczęła się (…)” nie czeka na – powiedzmy – coś więcej. No to proszę: “Moja przygoda z Ewą zaczęła się dwa lata temu, kiedy waga wskazywała grubo ponad 110 kg (…)”. Będzie się działo – myślimy. A tu wielkie rozczarowanie, bo to nie fragment erotyku, ale pierwsze słowa opublikowanych na Facebooku podziękowań fanki Ewy Chodakowskiej. I prysły zmysły.

W sieci znajdziemy też artykuł o wiele obiecującym tytule: „Moja przygoda z profesorem Romanem Takim-a-takim”. Tekst miał być w zamyśle poważny i opisywać naukowy dorobek jego bohatera. Są tu tymczasem i iskry możliwej miłości i odcięcie dostawy prądu, gdy okazuje się, że chodzi o wkład pana profesora w rozwój polskiego wyższego szkolnictwa elektrotechnicznego.

Freudowska pomyłka czy zwykła bezmyślność?

W sieci opisywane są też inne, trudne do skategoryzowania przygody; trudne, bo należące do innego wymiaru. I nie chodzi tu, niestety, o Gwiezdne Wojny czy Stranger Things. To tematy grubszego kalibru. „Moja duchowa przygoda z Jezusem Królem Polski” – oto tytuł wywiadu, którego tematem jest intronizacja Jezusa na Króla naszego kraju.  Komentarz wydaje się zbędny.

Wnioski płynące z tych przykładów są dwa – oba na pozór banalne, ale warte przypomnienia: starannie przemyślmy to, co chcemy napisać, i unikajmy stereotypowych, ogranych na wszystkie strony wyrażeń. Jeśli jakieś określenie wydaje się nam doskonale znane, swojskie i od razu przychodzi nam do głowy, to znak, że prawdopodobnie mamy do czynienia z utartym zwrotem i warto poszukać czegoś bardziej oryginalnego. Czytelnik się nam odwdzięczy, dając to, czego potrzebujemy najbardziej, publikując w sieci – swoją uwagę.

SHARE

Leave a Reply