Po co nam wszystkim ta izolacja?

Anna Ślubowska / 9 maja, 2020

 

Rozgryzłam to. Wiem, po co nam wszystkim ta izolacja.

Chodzi o to, żebyśmy się zainteresowali drugim człowiekiem, ale nie że tak trochę. Chodzi o to, żeby to było BARDZO. Natchniony by napisał, że chodzi o bliskość w oddaleniu, o poznanie bez słów.

 

Rozgryzłam to. Wiem, po co nam wszystkim ta izolacja.

Chodzi o to, żebyśmy się zainteresowali drugim człowiekiem, ale nie że tak trochę. Chodzi o to, żeby to było BARDZO. Natchniony by napisał, że chodzi o bliskość w oddaleniu, o poznanie bez słów.

Starsza pani z bloku naprzeciwko pali około paczki dziennie. Pierwszego papierosa tuż po przebudzeniu. Potem siedząc na balkonie przez kilka godzin macha nogą. Ale tylko prawą. Zastanawiam się, czy lewa jej nie drętwieje. Musi drętwieć. Chyba że jest sztuczna. Jutro popatrzę uważniej.

Chłopak z godziny 11:00 (po tygodniu obserwacji zaczęłam stosować kod szpiegowski, a po trzech tygodniach zaczęłam uważać, że to ja go wymyśliłam) każdego dnia wprowadza nowe zabezpieczenia przeciw gołębiom. Ma już siatkę, kolce, rozmieszczony jak lasery w Mission Impossible sznurek. Na razie 1:0 dla gołębi. Czekam na wiatrówkę. Gołębie, jak zauważyłam są sprytne, więc myślę, że mogą go wykiwać. Muszę jutro kupić paczkę chrupek, bo zapowiada się ciekawe przedstawienie.

Pan z 9:00 też pali na balkonie. Tak palił o 8:00, 8:15, 8:40 i w podobnych odstępach czasu do wieczora. Tak było do momentu, gdy żona się zorientowała, że przy okazji wpatruje się w okna młodszych sąsiadek i otoczyła go ostentacyjnie ramieniem, żeby go ochronić przed myślami złymi. Zrozumiał. Od tamtej chwili pali na balkonie 3 razy dziennie i zawsze plecami do sąsiadek. Szkoda, bo puszczał najokrąglejsze kółka, jakie widziałam. Teraz pomyślałam, że gdyby się dogadał z tymi gołębiami z 11:00, to miałyby aureolki i koleś od wiatrówki nie ośmieliłby się strzelić.

Pani z 17:00 … Zaczynam się siebie bać. Dziś odkryłam, że do złudzenia przypomina bohaterkę komiksu paragrafowego, który tłumaczyłam kilka miesięcy temu. Ta sama postura, wyraz twarzy, fryzura i ruchy. I temperament ten sam (wykop z półobrotu wykona bez namysłu). Jest i-den-tycz-na.

Wygląda więc na to, że w trakcie izolacji mam się zbliżyć do postaci z książek, które tłumaczyłam. Pierwszy raz jestem wdzięczna, że z tym tłumaczeniem horroru parę lat temu nie wyszło 😉.

SHARE