Jak rozwiać złudzenia o wielkości?

admin / 9 maja, 2020

Pewna starsza pani, którą dość dobrze znam, zapytała swojego brata i jego żonę (ot, tak, jak się pyta o samopoczucie), czy po śmierci chcą być „spopieleni”. Taka normalna pogawędka telefoniczna: Jak tam zdrowie? Co u Zosi? Chcecie być spopieleni? Rozmowa jak rozmowa. Ale trzęsienie ziemi miało dopiero nastąpić.

W drugim etapie swoich rozważań o wieczności (?) starsza pani skierowała do swoich córek (obie żyją i mają się dobrze, ale warto być do ważnych wydarzeń dobrze przygotowanym, jak rozumiem) taką prośbę: „Proszę, żeby na waszych płytach nagrobnych przed nazwiskami było mgr”. Tak, „m g r”. Nie żadne tam: Anna Kowalska, tylko jak należy: mgr Anna Kowalska. Jedna z córek po prostu zamilkła, „Bo co miałam powiedzieć?”, zapytała retorycznie.

A ponieważ rozśmieszyło mnie to jak mało co, to zaczęłam szukać na to pytanie odpowiedzi. I wtedy pojawiły się kolejne pytania .

Pierwsze z nich zadała moja koleżanka, posiadaczka dwóch tytułów mgr: „A co jeśli ktoś ma dwóch magistrów?” Rozważałyśmy wygrawerowanie na płycie po prostu „mgr” do kwadratu. Ja natomiast zaproponowałam, żeby „mgr” napisać dwukrotnie, jeden zaszczytny tytułu pod drugim i spiąć dla pewności klamrą (żeby rodzina z dołu lub góry nie podkradła jednego tytułu, bo taka pośmiertna promocja jest nie fair). Także to, że tak powiem, ogarnęłyśmy.

Ale pozostaje inny temat. Wspomniana starsza pani święcie wierzy, że gdy nas już fizycznie nie ma, to „idziemy” do nieba (gdzie jest fajnie, tak biało-niebiesko) lub do piekła (czyli że niefajnie, bo wiadomo, smoła, opary dymu i te straszne, czarne biegają). No ale ona chce do góry, więc rodzi się pytanie: Na co tam te dyplomy?

Ja to widzę tak: skończyło się już, co miało się skończyć. Wszyscy stoją ubrani w białe szaty, bo zaraz się zacznie ostateczne show, na twarzach widać więc skupienie, słychać kojący anielski śpiew i ogólnie zapach jaśminu czuć wszędzie, a tu nagle rozlega się piskliwy kobiecy głos: „Dyplomy, dyplomy weź! Waldek, i ten certyfikat ze szkolenia bhp też pakuj”. Potem Waldek z teczkami pełnymi dokumentacji podchodzi do samego Jezusa (bo rangą wyższy niż św. Piotr) i mówi, nieco ośmielony, ale jednak dumnie wyprostowany:

– Mam dwa tytuły magistra. Tam stoi moja żona. Ona, też ma magistra. I to in-ży-nie-ra.

A Jezus – włosy długie, sandały na stopach, zero spiny – patrzy przeciągle i odpowiada, bez pośpiechu, rzecz jasna:

– Łaaał.

Po czym dalej patrzy przed siebie. No bo co miałby niby powiedzieć? Że gratki i brawo, stary. Będziesz miał za to leżak koło samego Boga, a twoje Jadzi załatwimy tu masaż lomi-lomi, drinka z palemką i abonament netflixa po kres Nieba?

Oczywiście, sama zaczęłam się poważnie nad tym „mgr” na swoim pomniku zastanawiać. Wahałam się, nie powiem, ale w końcu pomyślałam, że wolałabym jednak to: Fajna z niej była babka. Lubiła się śmiać, tańczyć i pić wino (małym drukiem można sprecyzować, że lubiła wypić jeden kieliszek, bo po kolejnych nie za bardzo odróżniała, czy akurat śpiewa, czy tańczy).

Albo tak: Wychowała się w bloku z wielkiej płyty. W czasach przedszkola chodziła w domu w kapciach z obciętymi noskami, a tata i tak mówił do niej „księżniczko”.

Lub jeszcze: Tysiąc rzeczy jej w życiu nie wyszło, ale umiała się z tego śmiać do samego końca.

Jakoś tak chyba bliżej prawdy to jest, niż to moje mgr, nie?

Życzę Wam wszystkim takiej jednej uroczej starszej j pani w rodzinie, co to i rozbawi, i spopieli wszystkie złudzenia o wielkości :-).

SHARE