Co naprawdę znaczy hasło „zostań najdoskonalszą wersją siebie”?

Anna Ślubowska / 23 sierpnia, 2018
Od kilku lat hasło „zostań najdoskonalszą wersją siebie” uporczywie zachęca, by każdy człowiek stawał się lepszy: mądrzejszy, bardziej świadomy, sprawniejszy. I to jest piękny cel. Dlaczego więc tak wiele osób na sam dźwięk tego sloganu ma gęsią skórkę? Wykorzystujący to hasło specjaliści od marketingu zapomnieli po prostu, że nie mówią do targetu, ale do człowieka.

Wzywające do działania hasło Zostań najdoskonalszą wersją siebie ma motywować do zakupu szkoleń, kursów i książek poświęconych samorozwojowi. Rzecz w tym, że wielu osób nie tylko do tego nie zachęca, ale wywołuje ironiczny uśmiech albo sprzeciw, którego przyczynę często trudno uchwycić.

Odpowiedź na to, co tu sloganie nie gra, leży w języku, w prawdziwym znaczeniu słów tworzących zdanie Zostań najdoskonalszą wersją siebie.

Produkt idealny

Bo czym jest wersja? Dziś to przede wszystkim, zgodnie z definicją, «jedna z kilku odmian jakiegoś produktu (sic!)»: nowa wersja niezawodnego auta, kolejna wersja telefonu  zwanego kultowym etc., nowa wersja inteligentnej lodówki. A czym jest doskonałość? To cecha bogów, absolutu, odwołująca się do takich wartości jak bezbłędność, idealność, nieomylność.

Po tej krótkiej językowej analizie omawiane hasło brzmi mniej więcej tak: Wejdź do marketu i wybierz z półki wypełnionej różnymi wersjami ciebie tę idealną. Kup teraz, zapłać kartą, nie przegap okazji. Wgraj sobie nową wersję i korzystaj z niesamowitych możliwości programu. Drogi robocie.

Marketing vs. życie

Właśnie taki odczłowieczony, choć pełen obietnic obraz może wywoływać zachęta Zostań najdoskonalszą wersją siebie. Tyle tylko, że coś w środku podpowiada:  życie to nie supermarket, a droga do samorealizacji to nie jasno oświetlona sklepowa alejka, którą przechodzisz, by wrzucić do wózka wszystko, co masz na liście. Praca nad sobą polega na mierzeniu się ze swoimi oczekiwaniami wobec życia, stawianiu czoła zwątpieniu; czasem na akceptacji tego, co trudne i smutne. Tu nic nie jest w promocji, nie ma zniżek ani wyprzedaży.

Język człowieka, nie produktu

Jedynym językiem, który jest w stanie – i to w ograniczonej mierze – uchwycić nasze ludzkie doświadczenie, zmagania z samym sobą, zachwyt i zawód, radość i cierpienie, jest język duchowości, sztuki, filozofii. I to podświadomie czuje każdy człowiek – i ten, który płacze ze wzruszenia w filharmonii, i ten, do którego trafia prosta popowa piosenka o miłości. Widok buldożerów tratujących olśniewający amazoński las porusza nie tylko niezwykle wysublimowane istoty.

Dlatego mówienie o doskonaleniu siebie, o upadaniu i podnoszeniu się, o wierze i braku wiary językiem reklamy będzie niezmiennie napotykać na opór tych, którzy przeczuwają, że w takim ujmowaniu sprawy brak szczerości. Mówienie o najpiękniejszych, najgłębszych, czasem najboleśniejszych ludzkich doświadczeniach językiem sprzedaży zawsze będzie budzić sprzeciw. Na szczęście.

Czas sprzedawania tego, czego nawet największy krezus nie jest w stanie kupić, też już się kończy. I jasne staje się, że opanowanie mistrzów zen, spokój joginów i tych, którzy wybrali miłość i akceptację, zamiast gniewu i wykluczania nie leży na półce obok płatków śniadaniowych. To wszystko zaczyna się od decyzji, by zobaczyć prawdziwego siebie – bez masek, przyjętych ról i póz. I wtedy spokojnie, z rozwagą i głębokim zrozumieniem można udoskonalać siebie, by zacząć żyć, a nie starać się przetrwać.

SHARE

Comments (1)

  • ปั้มไลค์ 18 czerwca, 2020 at 3:22 am

    Like!! Really appreciate you sharing this blog post.Really thank you! Keep writing.

Leave a Reply